*Sophia*
Wiecie, jak to jest stracić rodzica?
Ja tak przeżywam.
Mimo tego, iż wiem, że ojciec ma niebawem przyjechać, czułam się, jakby go nie było. Jakby umarł.
Często wyjeżdżał, pracował za granicą. Tak tłumaczył swoje wyjazdy. Przyjeżdżał raz na miesiąc, dwa. Na jakieś dwa tygodnie. Jednak przez ostatnie dwanaście tygodni się nie pojawiał.
Może przedłużyła mu się praca?
Może, nie daj boże, miał wypadek?
Niczego nie wiedziałam. Do pewnego dnia...
*Bastian*
- Basti, to już dziś. - powiedziała mi Sarah, gdy tylko wstałem z łóżka.
- Wiem.
Dziś miałem wybrać się z wizytą do Sophii. Minął tydzień od śmierci ojca.
Na pogrzebie jej nie widziałem. Czyli nikt jej nie powiadomił.
- Nie martw się. Wszystko będzie dobrze. Pamiętaj, ja też tam z Tobą jadę.
- Pamiętam.
Stres i strach wymuszał na mnie lakoniczne odpowiedzi.
- Spokojnie. Teraz jesz śniadanie i zbieramy się. - podsunęła mi pod nos parujący talerz z omletem. - Smacznego. - przesłała mi buziaka w powietrzu.
Wymusiłem się na uśmiech i zacząłem jeść.
Moja partnerka wspaniale gotowała, jednak dziś nie miałem ochoty i sił na jedzenie.
- Babrzesz w tym talerzu i babrzesz. - westchnęła Brander, nadal mi się przyglądając.
- Nie mam ochoty jeść. - wstałem i udałem się w stronę garderoby.
Wyszedłem z niej po 15 minutach, ubrany w ciemne spodnie i czarną koszulę.
- Gotowa?
- Miałam o to samo pytać. - zaśmiała się krótko. - Tak, już.
***
Po jakieś godzinie jazdy dojechaliśmy pod podany przez ojca adres.
Była to wielka kamienica. W dość bogatej dzielnicy. Czyli nie miała takiego złego życia.
Wyłączyłem silnik auta i powoli go opuściliśmy.
Szybkim krokiem przeszliśmy do środka. Łatwo zlokalizowaliśmy mieszkanie Sophii.
Zatrzymałem się przed drzwiami i po raz kolejny się zawahałem.
Czy aby to dobry ruch? Może ona dobrze sobie radzi?
Ale przypomniałem sobie obietnicę ojca...
- Chwilę! - rozległ się donośny okrzyk.
- Sarah! - krzyknąłem, gdy zorientowałem się, że to ona zadzwoniła.
- Podjęłam tą decyzję za Ciebie. - odparła.
Drzwi się otworzyły, a w nich stanęła niebieskooka brunetka. Oczy miała takie same, jak świętej pamięci tata...
- Tak? - spytała.
- Witaj Sophio. - zacząłem nieco głośniejszym szeptem. Chrząknąłem. - Ja jestem Bastian, a to jest Sara. - przedstawiłem nas. - Jest coś co Ci musimy powiedzieć. Możemy... wejść do środka?
Chwilę milczała, by w końcu nas wpuścić.
Widziałem, że zdziwiła się. Wpuszczać obcych ludzi do domu? Niemożliwe.
Ale nie rozpoznawała nas... To jest najdziwniejsze...
- Ehm, coś do picia, jedzenia? - spytała z grzeczności.
- Nie dziękuję. - odparła Sarah.
Ja pokręciłem przecząco głową.
Zajęła miejsce naprzeciw nas.
- To jaka jest ta ważna sprawa?
Poczułem się niezręcznie. Miałem od tak jej powiedzieć 'Jestem Twoim bratem. Nasz ojciec nie żyje, a przed śmiercią chciał, bym się Tobą zaopiekował.' ?
Trzeba tak delikatnie...
Jesteś Bastian Schweinsteiger, przechodziłeś przez trudniejsze rozmowy. - pomyślałem, i zacząłem mówić:
- To może być dla Ciebie dziwne, ale... Ale jestem Twoim bratem. Przyrodnim bratem. Nasz ojciec, świętej pamięci już, powiedział bym się Tobą zaopiekował... - brunetka pochyliła się w naszą stronę, blednąc z lekka.
Sarah od razu do niej podbiegła i przytuliła. Ta wtuliła się w nią, rozpłakując się.
- Jak to tata nie żyje?! - krzyknęła, łkając. - To nie może być prawda! Trzy miesiące temu jeszcze nas odwiedzał!
- Zachorował jakieś dwa i pół miesiąca temu. Niestety nieuleczalnie. - szepnąłem.
- Bastian... - szepnęła moja dziewczyna, wskazując głową, bym podszedł do nich.
Zmusiłem mięśnie do pracy i także ją przytuliłem.
Strata rodzica boli, a obojga bardziej.
- Co teraz ze mną będzie? - jęknęła.
- Spełnię jego obietnicę i zajmę się Tobą. - odparłem. - Musisz tylko chcieć, a my musimy pozałatwiać wszelkie sprawy. Nie masz 18 lat i musimy starać się o prawa do opieki nad Tobą...
Pokiwała nerwowo głową, nadał płacząc.
- Spokojnie. Alfred nie chciał byś płakała. - szepnęła Sara, gładząc ją po plecach.
*Sophia*
Tata... Tata nie żyje... Najpierw mama, potem on... Nie ma ich... Jak sobie poradzę?! Przecież będę musiała iść do domu dziecka...
Spokojnie. Mam brata.
Zaraz...
Mam brata?!
Czemu ojciec nigdy mi o tym nie powiedział? A mama?
Nie byłam jeszcze stracona. Mam brata, który obiecał, że się mną zaopiekuje...
A co jeśli... Jeśli się nie uda? I wyląduję w domu dziecka...?
_______________
Tararam, Basti i Sophia już się 'poznali' :))
Dodany wcześniej, dzięki komentarzowi mojej motywatorki, heh <3
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Pytania?
Autorka ♥
Ciekawy wstęp! Czekam teraz na dalsze losy 'rodzeństwa' ;)) Strasznie mnie zaciekawiła ta historia i będę czytać! ^^
OdpowiedzUsuńPzdr :3 moje-marzenie-na-emirates-stadium.blogspot.com
fajnie, że Basti się odważył jej to powiedzieć :)
OdpowiedzUsuńczekam z niecierpliwością na nexta <3
<3
OdpowiedzUsuńRozdział bardzo mi się podoba, czekam z niecierpliwością na kolejny, pozdrawiam <3
OdpowiedzUsuńRozdział super ! ;D Jestem ciekawa, co będzie dalej, więc pisz od razu kolejny rozdział, bo nie mogę się doczekać! ;D
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
Jejku <3 to takie cudowne! ;3
OdpowiedzUsuńPiękne jej <3
Szkoda mi jej ;c
Czekam na kolejny, buziaki ; *
nie no super się dowiedziała XD fajnego ma brata <3
OdpowiedzUsuńZazdro brata. :(
OdpowiedzUsuńCzekam na następny. <3
Super rozdział :> Czekam na nexta :) Jestem ciekawa, jak potoczą się dalsze losy bohaterów ;))
OdpowiedzUsuń